Jeszcze jako przedszkolak umawiałem się z kolegami na pojedynki FIFY. Jeden z nich zawsze miał gry na czasie – w tym wersje 2001, 2002 i 2003. Faktem jest, iż wiedziałem wtedy o piłce co najwyżej tyle, że istnieją Wichniarek i Olisadebe, mimo to frajda była przednia, a radość z pokonania kolegów wręcz bezcenna. Potem już, rozpamiętując doświadczenia związane z poprzednimi wersjami, zakupiłem (a raczej otrzymałem od rodziców) FIFĘ 2004. Wciągnąłem się nie do opamiętania, a potem poleciało już machinalnie – 06, 07, 08, 09 aż do najnowszej FIFY 10. Mając więc już pewne doświadczenie związane z serią Electronic Arts, podjąłem się analizy, która jej przedstawicielka była najlepsza. Nie będę brał jednak pod uwagę moich pierwszych kontaktów z FIFĄ, ponieważ pięcio- czy sześciolatek zupełnie inaczej odbiera grę niż ja teraz i zwyczajnie mijałoby się to z celem.
Moja pierwsza myśl, gdy ponownie włączyłem porysowaną niemalże do granic możliwości płytkę "FIFA Soccer 2004"? Rewolucja. W porównaniu do wersji rok starszej nie sposób nie zauważyć wzrostu realizmu poruszania się zawodników po boisku. Udoskonalono generalnie większość animacji, a także zmieniono dość radykalnie dośrodkowania. Choć menu może nie emanowało ilością funkcji, to było bardzo przejrzyste i miłe dla oka. Brak polskiej wersji językowej nie stanowił kłopotu - nawet prawdziwy nieuk języka Szekspira powinien się odnaleźć. Nie sposób zapomnieć gry Jurkiem Dudkiem w jego najlepszym okresie, czy też jasno świecącą gwiazdą dziś otyłego Ronaldo. Szkoda tylko, że strzelanie goli było takie łatwe - strzał z 40 metrów z kierunku dłuższego słupka i albo padała bramka, albo kończyło się rzutem rożnym. A po rzucie rożnym sztuką było nie trafić…

FIFA 2005 była dla mnie niczym innym jak zmodyfikowaną wersją 2004. Choć twórcy przed premierą zapewniali, iż konstruowanie akcji będzie odbywać się w mniej przypadkowy sposób, to osobiście nie odczułem większej różnicy. Niewątpliwie spory postęp stanowiło zaimplementowanie Centrum Tworzenia, w którym mogliśmy wykreować dowolnego piłkarza. Menu w zasadzie nie uległo zmianom, dalej bez polskiego języka – no chyba, że ze ściągniętym z Internetu. Niemniej, gra ta miała swój urok, a kariery Evertonem czy Aston Villą dawały sporo frajdy. Jednak to wciąż nie było to, o czym marzył każdy kibic piłki nożnej…

Wreszcie wersja opatrzona numerem 2006. Aby przypomnieć sobie jej klimat, musiałem pożyczyć płytę od kolegi, gdyż moja była już zbyt zniszczona - świadczy to jednak o tym, jak często jej używano. Nic dziwnego, FIFA 2006 stanowiła bowiem wielki przełom w serii gier Electronic Arts. Z kluczowych wiadomości dla każdego Polaka, wreszcie dodano Polską Ekstraklasę i nasz narodowy język. Swojego głosu użyczyli także polscy komentatorzy, Dariusz Szpakowski i Włodzimierz Szaranowicz, którzy robią to zresztą do dzisiaj. Już samo intro informuje nas, z jaką grą mamy do czynienia - ciekawe bonusy, czyli przegląd wydarzeń, wywiady, sklepik fana i tym podobne są ciekawym dodatkiem. Oczywiście nie zastąpią nam widoków z gry, ale na szczęście twórcy zadbali także o to. Zbudowany został praktycznie od nowa system wykonywania rzutów wolnych, dzięki czemu można było wyraźnie odróżnić strzał techniczny od siłowego. Dodano także nowe zwody – nie żebym często korzystał z jakichkolwiek, ale nie to świadczy o wielkości tej gry. Do dziś pamiętam, gdy Kubą Błaszczykowskim strzelałem po 80 bramek w sezonie. Była to jedyna wersja FIFY, w której zagrałem maksymalne piętnaście sezonów gry w trybie menedżerskim. Stała za tym niesamowita grywalność, po włączeniu meczu nie mogłem się wręcz oderwać od rozgrywki.

I nadeszła FIFA 07, zbudowana na bazie poprzedniczki, aczkolwiek z kilkoma udogodnieniami. Jednym z ulepszeń względem 2006 był tryb multiplayer, którego jednak osobiście nie tknąłem. Jak co roku mówiło się o zwiększonym realizmie czy lepszym silniku meczowym – nie wierzcie w to. Jeżeli nie kupiliście do dzisiaj z jakiegoś powodu 07, a macie taki zamiar, to już lepiej nabyć wcześniejszą wersję i pobrać patcha z uaktualnionymi składami. Niemniej, nastawiony hurraoptymistycznie po przygodzie z wersją 2006, grałem także w "siódemkę" i nie było wtedy tak źle. Może dlatego, że rok obcowania z "szóstką" to było za mało?

Muszę przyznać, iż FIFA 08 srodze mnie rozczarowała. Pamiętam, że zawsze gdy rozgrywałem pierwszy mecz za pośrednictwem nowego działa EA Sports, przegrywałem; potrzebowałem czasu, żeby przyzwyczaić się do strategii przeciwników. Aż tu nagle niespodzianka, zwycięstwo 5:0. W tym momencie wiedziałem już, że tej edycji nie pokocham. Wszystko zostało w niej zbudowane na bazie FIFY 2006, a więc gry starszej o dwa lata! To tak, jakby Sports Interactive zastosowało teraz w Football Managerze rozwiązania z FM 2009, albo Rockstar zamiast wprowadzić do nowej gry grafikę z GTA IV, stworzył by ją w stylu San Andreas. Kompletny wstyd. Nie warto nawet przytaczać "zmian", które miały nastąpić, bo trzeba by kłamać. Najgorsza FIFA w jaką grałem...

...aż do następnego wydania gry EA Sports, choć zaobserwować dało się pewien mały, wręcz maciupeńki postęp. FIFA 09 była przede wszystkim wolniejsza, więcej akcji rozgrywało się w środku pola, tak jak w prawdziwym meczu. Zapomniałbym o możliwości sterowania myszką, aczkolwiek to akurat była totalna porażka, niewypał, teksańską masakra piłą łańcuchową, zresztą cokolwiek, co wyraża negatywne emocje. Jak można grać w grę tego pokroju myszką?! Poza tym doświadczyliśmy kropka w kropkę tego samego, co w wersji wcześniejszej, brakowało jedynie, żeby pudełko zostało ponownie podpisane "FIFA 08" - pewnie i tak nikt by nie zauważył. Rozegrałem w niej może cztery, pięć meczów, a później oddałem bratu – on nie grał we wcześniejsze wersje.

Całkowicie zniechęcony ostatnimi trzema wersjami, nie byłem optymistycznie nastawiony do FIFY 10. A jednak kupiłem ją, tym razem do spółki z PES-em, aby ewentualnie mieć rozeznanie na perfekcyjną grę. Po jednym meczu – niespodzianka, polubiłem pierwszą grę Electronic Arts od czasów The Sims 2!. Na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło, bo skórka już od dłuższego czasu pozostaje taka sama. Tym bardziej byłem zaskoczony, gdy najnowsza FIFA zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Zmienił się poziom trudności, wygranie jakiegokolwiek meczu nie przychodzi już z taką łatwością. Czasami naprawdę ciężko oderwać się od tej gry - zagrałem jeden mecz, drugi, powiedziałem sobie dość, a jednak dalej nie mogłem przestać. O to zapewne chodziło twórcom, którym ta FIFA jak najbardziej się udała.

Teraz pytanie podstawowe - która wersja jest najlepsza? Kandydatów mam dwóch: FIFA 2006 oraz 10. Pierwsza z nich była najbardziej rewolucyjną grą wśród wszystkich dzieł tej serii EA Sports, stanowi podstawę aż do FIFY 10, zatem przetrwała nadzwyczaj długo. Niewątpliwie świadczy to o klasie tej gry, ale czy czteroletnia gra bez żadnych innowacji może wciąż być najlepsza? Raczej nie, i tu pojawia się FIFA 10, dzięki której odzyskałem frajdę z użytkowania gier piłkarskich, a o to przecież chodzi. Nie ma co ukrywać – jest to zmodyfikowana wersja 2006, ale słowem-kluczem jest tutaj właśnie "modydikacja". Można zrobić dwa osobne rankingi i wtedy obie gry będą na szczycie: FIFA 2006 na najbardziej rewolucyjną, zaś 10 na najlepiej wyposażoną. Jednak na pytanie zawarte we wstępie odpowiem krótko: FIFA 10! I żeby było jasne, gdyby zadać podobne pytanie rok, czy dwa lata temu, na szczycie znalazłaby się edycja 2006.
Wszystkich komentarzy: 8
Weź udział w dyskusji - zobacz pełne komentarze